5 zabójców zaangażowania w zespołach

O tym, jak wzmacniać i usprawniać współpracę w zespołach napisano i powiedziano już bardzo wiele. Na szczęście nie powstrzymuje mnie to, przed dodaniem kilku dodatkowych spostrzeżeń od siebie. Być może dla kogoś z Was będzie to uzupełnienie swojego punktu widzenia, lub ukazania współpracy z trochę innej perspektywy. Dla mnie bezpośrednia i regularna, a zatem transparentna, komunikacja to 50% sukcesu. Reszta to wiele innych składowych. Wśród nich wyszczególniłem ostatnio 5 elementów, bez których współpraca w zespole dostaje zastrzyku oraz wzmocnienia.

Zastanawiając się nad nimi i szukając różnego rodzaju potwierdzeń w rzeczywistości, często biznesowej, odkryłem, że jednym z kluczy do sukcesu może być pozbywanie się pewnych czynników, postaw czy zachowań destabilizujących naszą codzienną współpracę. Zazwyczaj skupiamy się na tym, żeby uczyć się i zwiększać areał naszej percepcji i możliwości kooperacji. Tutaj rekomenduję ucinać pewne tematy i jak najszybciej ekspediować je poza kontekst zespołu.

I trochę na poważnie, i trochę na serio – wiem, że to też może być trudne: pozbywanie się rzeczy, które nie działają. Przyczyna balansuje na granicy paradoksu. Przyzwyczailiśmy się do nich na tyle, że wykrojenie tego, i owego, ze współpracy, na początku może być szokiem (jesteśmy do tego przyzwyczajeni). Zarówno dla managementu, jak i osób, które do niego raportują. Ci pierwsi czują się, jakby ktoś nagle odciął im dopływ tlenu do mózgu. Ci drudzy nagle zdają sobie sprawę z tego, że zdjęto z ich pleców ogromny (i często zbędny) ciężar.

  1. Pozbądźmy się niepotrzebnych mebli – dywanów w firmach i innych szaf... z trupami. Im szybciej ludzie w organizacji zdadzą sobie sprawę z tego, że brak chęci skonfrontowania się z problemami (przysłowiowe zamiatanie ich wiadomo gdzie), będzie prowadzić do eskalacji większych niebezpieczeństw. Jeśli nauczymy naszych team memberów, że łatwiej jest udawać, że coś się nie dzieje lub nie będziemy chcieli o tym rozmawiać, ci bardziej zdecydowani rzucą nam przysłowiowymi papierami, a ci mniej…załamią się w sobie, razem ze swoim bezpieczeństwem psychicznym. Nic nie oczyszcza atmosfery w firmie tak bardzo, jak przewietrzenie szaf z „trupów” i regularne badanie organizacji pod kątem tego, jak bije nasze „serce”, czyli ludzie. Na ile mają gotowość rozwiązywać własne problemy i prosić o pomoc, gdy sytuacja zaczyna ich przerastać. A może duszą to w sobie, bo mają przekonanie, że organizacja woli przeczekać, uznać że czegoś nie ma, bo raz czy dwa sprawiło to, że problem sam się rozwiązał. Odszedł klient. Odszedł człowiek. Voilà! Idealny przepis na porażkę – zamiatanie pod dywan. Rekomendując pozbycie się niepotrzebnych „mebli” mam przede wszystkim na myśli to, żeby budować w ludziach poczucie odpowiedzialności za wykonywaną pracę i jednocześnie docenianie tego, że są gotowi mówić otwarcie o tematach, które są dla nich niekomfortowe. Szczególnie, gdyby stawiać to miało samą organizację w złym świetle – nie czarujmy się, każda firma ma problemy. Sztuczne utrzymywanie stanu braku problemów, jest problemem.
  2. Pozbądźmy się odkładania złych informacji na później/w czasie – w ten sposób sprawimy, że złe wiadomości, przekazane odpowiednio szybko stają się dobrymi wiadomościami, bo mamy czas na reakcję. Jest to wypadkowa pozbycia się niepotrzebnych „mebli”, a w zasadzie drugi krok. Nie zrozumcie mnie źle. Tutaj nie chodzi mi o proszenie o pomoc, za każdym razem kiedy pojawią się trudności. Jedyne, co chcę podkreślić to gotowość do zakomunikowania innym tego, że są problemy. Istnieje niepisana korelacja we Wszechświecie, że skala problem rośnie wraz upływem czasu.
  3. Pozbądźmy się swoich założeń względem ludzi, z którymi pracujemy – na rzecz poznania ich bliżej i zrozumienia ich kontekstu. Jeśli nie znamy osób, z którymi współpracujemy, to będzie nam dużo trudniej uwzględnić ich potrzeby, predyspozycje do realizacji zadań, a także to co ich motywuje do działania. Brak tej wiedzy i/lub świadomości będzie prowadzić do różnego rodzaju problemów komunikacyjnych, a może nawet konfliktów w ekstremalnych przypadkach. Jest to też o tyle istotne, żeby móc rozpoznać w jakim kierunku chcą rozwijać się ludzie, co jest im niezbędne do czucia się OK w pracy – finalnie wszystko to przekłada się, w ten czy inny sposób, na rotację. Brak relacji między menedżerem i osobami, z którymi współpracuje, prowadzi do osłabienia poczucia przynależności do organizacji. A jest to, ów poczucie, wyzwanie, przed którym właśnie staje wiele firm, szczególnie tych, które funkcjonują w formule pracy zdalnej.
  4. Pozbądźmy się patrzenia na błędy, jakby były czymś złym. Wręcz przeciwnie. No blame culture to okazja do tego, żebyśmy mogli się efektywnie uczyć, a trudno znaleźć firmę (czy ludzi), która chciałaby zamknąć się na rozwój. Otwartość w tym aspekcie jest jednocześnie jednym ze źródeł bezpieczeństwa psychicznego, czyli strategicznego „surowca”, niezbędnego w niepewnym, nieprzewidywalnym i niejednoznacznym świecie. Pozbycie się tego elementu pomoże też ludziom podchodzić dużo bardziej refleksyjnie do swoich zadań. Wspieranie tej postawy pomaga w uczeniu się (lub pozyskiwaniu nowej wiedzy/umiejętności) i wzmacnianiu poczucia odpowiedzialności. Wszak nie myli się tylko ten, kto nic nie robi (lub nie uznaje swoich błędów).
  5. Pozbądźmy się micromanagementu. Ludzie sami potrafią rozwiązywać swoje problemy. Tylko potrzebują do tego przestrzeni. Na szczęście…pandemia musiała nas tego dużo szybciej nauczyć (zaufania do wykonywanej pracy przez innych). Wraz z przejściem (w wielu branżach) na zdalny tryb pracy, wielu managerów straciło jedno ze swoich podstawowych narzędzi – możliwość kontroli. To wymaga od nas wszystkich współpracy opartej na dużo większym zaangażowaniu i zaufaniu we wszystko, co wspólnie ze sobą zrobimy. Trudno jest znaleźć osobę, dla której komfortowym byłoby ciągłe stanie nad głową i mówienie, co w tej chwili powinno się robić. W przypadku micromanagementu wniosek jest jeden – im go mniej, tym ludzie są zdrowsi (czyt. bardziej zaangażowani, podczepieni do celów firmy, biorący odpowiedzialność za swoje działania).

Myśląc o tych punktach przyświecała mi jedna idea: jesteśmy przeładowani pracą, komunikacją, zadaniami, procesami — masą rzeczy, które wpływają na nasz dobrostan. I gdy zastanawiam się nad tym, jak sobie radzić z tym ciężarem, to wybieram dziś jedną drogę: pozbyć się tego, co jest niepotrzebne i nie pomaga. W moim odczuci te 5 rzeczy powyżej to kamienie w butach, które czasami nosimy, bo tak się nauczyliśmy i w związku z intensywnością naszego życia, nie mamy przestrzeni na refleksję, która pozwoliłaby je nam zidentyfikować i pozbyć się ich.