Samotność lidera.

Nadchodzi poniedziałek, zakładając, że czytasz to w okolicach niedzieli. Nie mniej, dla niektórych zawsze jest jakiś „poniedziałek”. Szczególnie mentalnie. Ten temat jest trudny przede wszystkim dla różnego rodzaju liderów. Rozumiem przez to pojęcie tych, którzy biorą odpowiedzialność. Za rozwój innych. Za organizację. Za powodzenie tego, czy tamtego. Jeśli na co dzień odpowiadasz tylko za niewielki obszar firmy, a Twoja praca zamyka się w świadomości „od ósmej do szesnastej”, to ten artykuł jest zdecydowanie dla Ciebie. 

Been there. Seen that. Got the scars. 

Przez kilka ostatnich lat zdarzało mi się brać odpowiedzialność. Za rozwój innych. Za organizację. Za powodzenie tego i tamtego. Byłem „tam”, widziałem to i owo. Doświadczenia też różne zebrałem w tym czasie. 

Wcielając się w rolę lidera, człowiek wchodzi na swoiste „wzgórze” i nawet, jeśli ma dookoła podobnych do siebie ludzi, to często bywa sam. W końcu wziął odpowiedzialność za pewne „kawałki” biznesu i musi się nimi opiekować. Samotność nie wynika ze złej woli innych liderów. Oni po prostu też mają swoją robotę do wykonania i „góry” do zdobycia. 

Z punktu widzenia lidera świat też wygląda inaczej. Mam na myśli firmową rzeczywistość, która z tej perspektywy jest dużo bardziej skomplikowana. Pajęczyny decyzji przecinają się ze sobą każdego dnia, a presja czasu nie pyta Cię „Jak tam zdrowie?”. Tylko napiera. Razem z zadaniami, spotkaniami, kryzysami i, jeśli masz dookoła siebie świetnych ludzi, to z sukcesami (od czasu do czasu). Tymi ostatnimi niekiedy nie ma jak się człowiek nacieszyć, bo jest tyle tematów do zaopiekowania się (wzięcia odpowiedzialności), że nie ma na to (celebrację sukcesów) przestrzeni. A to błąd. 

I wyobraź sobie, że z każdym dniem jest tego więcej i więcej. Bycie odpowiedzialnym nie kończy się wraz z następnym kwartałem czym innym interwałem czasowym. Jak już się wejdzie w te buty, to się w nie wsiąka. Jak w cement, w którym lider musi się umieć poruszać, bo inaczej czeka go zderzenie z betonową ścianą. Mam nadzieję, że nadążasz za tymi metaforami, bo wiedz, że lider musi nadążać. Nawet, jeśli nie jest to Twoja rola w organizacji, to na pewno znasz kogoś, kto takową pełni. 

Miej tę osobę w głowie przez kilka kolejnych chwil, czytając do końca ten tekst. 

Trudne decyzje lidera? Rach! Ciach! 

Brzmi jak niezły taniec na ostrzu noża, prawda? I tak jest. A do tego, lider musi czasami być „ostry”. Poradzenie sobie z tematami, które szkodzą innym członkom zespołu, to też jego (lub jej) odpowiedzialność. Ciach! Więc tnie. Niekiedy jest to uderzenie, które bywa bolesne w odbiorze i wiąże się z trudnymi (dla wszystkich) decyzjami. W tę kategorie wchodzą zwolnienia czy ucięcie (nagle!) jakiegoś (nierentownego) projektu. Takie trochę “mniejsze zło”. Bardzo często liderzy spotykają się wtedy z niezrozumieniem reszty zespołu. 

Na ile lider powinien informować ludzi o powodach swoich decyzji? Nie wiem. To strasznie trudne pytanie, na które nie ma klarownej odpowiedzi. Pewne jest jedno – lider musi być transparentny, bo tylko wtedy może mieć szansę na zrozumienie ze strony swoich ludzi. Jak to pisała Kim Scott w świetnej książce „Radical Candor” (jest też po PL, ale nie będziesz w stanie zapamiętać tytułu):

Bring your whole self to work.

Czyli „Przynieś całe swoje ja do pracy.” Jeśli pracujesz z tego typu liderem to istnieje duża szansa na to, że znasz wartości i zasady, którymi kieruje się ten człowiek w swoich decyzjach. To może pomagać Ci zrozumieć go najlepiej w tych trudnych momentach, o których pisałem wyżej. A jeśli nie masz zielonego pojęcia o tym, to możesz zawsze zapytać. Czasami to wystarczy, a samo zadanie pytania będzie miłym zaskoczeniem dla Twojego lidera. Tak jakby, wyślesz mu sygnał, że się interesujesz jego pracą i nim samym. To po prostu miłe. 

O tym „przynoszeniu całego swojego ja do pracy”, to na dobrą sprawę każdy z nas powinien pomyśleć. Ale to temat na inny artykuł. 

Dokąd zmierzamy

Być może udało Ci się natrafić na jeden z moich poprzednich artykułów, w którym przekonywałem liderów do tego, żeby dbali o dobre relacje ze swoimi pracownikami i doceniali ich.

Nic się nie zmieniło w tym temacie. Nadal uważam, że to bardzo ważne w dzisiejszych, zwariowanych i zbyt szybkich czasach. Wziąć głęboki oddech, a następnie podziękować swojej załodze za dobrze wykonaną pracę. Bezcenne. 

Myślę też, wręcz w to wierzę (rzadko to robię!), że doceniać należy swoich liderów. Też szefów. Też menedżerów, jeśli wchodzą oni w obszar przywołanej na początku definicji, tj. są odpowiedzialni za kogoś lub za coś. Pamiętaj o tym, że oni są często też samotni ze ze swoimi problemami. Ich skrzynki mailowe często są dwa razy bardziej dociążone wiadomościami, Slack (czy inny komunikator) grzeje się od powiadomień, dni mają poszatkowane spotkaniami, a kończąc pracę często opuszczają biuro z myślą:

Damn, ale dzisiaj jestem przejechany. A prawie nic nie zrobiłem.

Poza kilkunastoma rozmowami ze współpracownikami o ich problemach, jednocześnie je rozwiązując. Lub wchodząc w sam środek kryzysu z awanturującym się klientem, biorąc też ten “temat” na przysłowiową „klatę”, bo sytuacja wyeskalowała tak bardzo, że nikt inny nie jest w stanie pomóc. 

Hej! Jeśli masz dookoła siebie takich liderów, szefów, menedżerów, którzy:

  • biorą odpowiedzialność;
  • poświęcają swój czas dla Ciebie, żeby Cię rozwijać i/lub pomagać rozwiązywać problemy;
  • są transparentni w swoich wartościach i zasadach;

Zadbaj o to, żeby powiedzieć im od czasu do czasu „Dziękuję!”. Pomyśl jak ich wzmocnić udzielając im informacji zwrotnej (tutaj złapiesz kilka wskazówek). Miej świadomość tego, z jak wieloma tematami muszą się mierzyć, o których nie masz nawet pojęcia siedząc w swoim „silosie”. 

Czy w Twoim otoczeniu są tacy liderzy? Tak?! Gratuluję Ci! Wiesz, co masz robić. 

PS. SHAREnij ten tekst do swoich liderów. Myślę, że odczytają to jako swoiste „dziękuję” od Ciebie. Możesz im podrzucić ten artykuł pod pretekstem:

Hej, zobacz (usłysz) tę wersję „Nieznajomego” Dawida Podsiadło! 😉

__________

Photo by Larisa Birta on Unsplash