Na początku zachwyciliśmy się nimi🤩, żeby bardzo szybko przekonać się jak bardzo nas męczą 🥵. Spotkania ONLINE. Wraz z (drastycznym) wzrostem pracy zdalnej, stały się nieodłączną częścią codzienności. I nieważne, co o tym wszystkim myślimy – są już naszą nową normalnością.
Tylko nie wiem jak u Was, ale mnie maratony ZOOM meetingów, takie 2-3 h, gdzie przełączam się z jednego, na drugi, trzeci…męczą dużo bardziej niż, gdybym brał udział w offlinowym spotkaniu. Być może kiedyś nasze mózgi przyzwyczają się do tej zmiany. Na razie mamy przed sobą kilka wyzwań do przezwyciężenia. 💪
1️⃣ Przede wszystkim… gdy patrzymy w kamerę, to kamera patrzy też na nas. I to może być źródłem dodatkowego stresu, jeśli myślimy z tyłu głowy o tym, co mamy w kadrze (albo czego nie powinniśmy mieć), czy sąsiad nie zacznie zaraz wiercić w ścianie, czy może domownicy nie wpadną nagle w środku telco.
2️⃣ Istnieje niezauważalne opóźnienie pomiędzy komunikującymi się online wynoszące 1.2 sekundy. Powoduje ono dodatkowe zmęczenie, wynikające z tego czynnika. Doczekało się nawet własnego określenia – „ZOOM fatigue”. Dodatkowo może to zwiększać trudność w byciu empatycznym uczestnikiem spotkania. Trudniej jest odczytać emocje, nastroje i „czytać pokój”, czyli wyczuwać atmosferę panującą w trakcie spotkania. W końcu każdy z nas siedzi w swoim własnym silosie.
3️⃣ I właśnie przez to, że każdy z uczestników spotkania uczestniczy w nim z innego miejsca, to każdy jest w swoim „kontekście”. To prowadzi do tego, że trudniej utrzymać skupienie się na temacie (niby jesteśmy na spotkaniu, a ciągle komunikujemy się z kimś na komunikatorze), a także zrozumienie tego, o czym rozmawiamy. Dużo trudniej złapać sync i być na tej samej stronie z pozostałymi, jeżeli nie zadbamy o to, żeby skupić się na tym, o czym „połączyliśmy się” porozmawiać.
🧐 Co z tym zrobić:
1. Ograniczajmy liczbę spotkań.
2. Pracujmy więcej asynchronicznie (i miejmy do siebie wyrozumiałość w tym aspekcie).
2. Kontraktujmy spotkania, tj. ustalajmy zasady. Wystarczą bardzo podstawowe 👉 opowiem o nich więcej przy innej okazji.
3. Czasami łatwiej rozmawia się bez obrazu – no hard feelings, dopóki rozumiemy kontekst. Jeśli jesteśmy przejechani dniem, poprośmy o wyłączenie video.
A u Was jak jest ze spotkaniami online? Czujecie się sfatygowani nimi już?
Online’owe spotkania z racji na swoją specyfikę oddziałują na nas bardziej, niż mogło się na początku wydawać. Szczególnie nasilające są negatywne ich następstwa. Dzisiaj chciałem zrobić dogrywkę tematu i dorzucić kilka wątków, które wg mnie, warto zaadresować.
1. Przez to, że jest opóźnienie pomiędzy tym co mówimy, a tym co wysyłamy przez komunikator do uczestników spotkania, jesteśmy dużo bardziej narażeni na przerywanie sobie nawzajem i wchodzenie w środek czyjejś wypowiedzi. Dlatego uważność na pozostałych i bycie TU I TERAZ w trakcie spotkania jest na wagę złota. Szczególnie, że dużo łatwiej traci się focus i dużo łatwiej o rozpraszacze. Dobrą techniką jest „wyciszenie siebie samego”, gdy po prostu skończy się mówić. Jest to jasny sygnał dla wszystkich, że powiedziałem już wszystko, co w danej chwili miałem do powiedzenia.
2. Każde spotkanie powinno być prowadzone przez tego, kto np. Je zorganizował. W online’nie dużo łatwiej o rozproszenie odpowiedzialności, więc dobrą zasadą jest przyjęcie za oczywiste, że osoba rozsyłająca zaproszenia jest jednoczenie facylitatorem/prowadzi spotkania.
3. W idealnym świecie, każde spotkanie jest w jakiś sposób rejestrowane – uczestnicy na koniec mogą odwołać się do notatki i mieć przestrzeń do tego, żeby zweryfikować jej wspólne rozumienie. Bezcenny staje się etap pre-work, gdzie do spotkania przygotowujemy się, żeby móc pracować już na konkretach. Też o tym mówiłem tutaj https://www.facebook.com/mackopavlow/posts/10217279130637428
4. Wszyscy jesteśmy w trakcie wypracowywania e-etykiety, która wpisze się w DNA uczestników spotkań. Dla mnie to przede wszystkim przyjście na czas na spotkanie (staropolska punktualność), ale też wybranie odpowiedniego statusu w kalendarzu: będę / nie będę / może będę , zamiast nie dawanie żadnej informacji zwrotnej. W myśl podstawowej zasady, że brak informacji jest najgorszym rodzajem informacji.
5. Obok e-etykiety wkrótce powstanie coś na zasadzie higieny spotkań online. Zarysowując dziś ten wątek, mam na myśli zadbanie o to, żeby było nas dobrze słychać i widać, jeśli już decydujemy się na `video on`. Żadnych półśrodków i wmawiania sobie, że to przecież tylko spotkanie w online’ach. Latopa/kamerki nie trzymajmy na kolanach, łączmy się możliwie zawsze z takiego miejsca, w którym można swobodnie rozmawiać, nie siedźmy na skrzypiącym krześle. I zadbajmy o dobre audio – opóźnienia w komunikacji, zmęczenie e-komunikacją i dystraktory dookoła – nie mogą żywić się tym, że nas jest słabo słychać lub nas przerywa.
Co wy dodalibyście do tej listy?
👉 Tutaj więcej o zjawisku „ZOOM fatigue”: https://www.bbc.com/worklife/article/20200421-why-zoom-video-chats-are-so-exhausting






