Kontekst jest królem, ale bez zrozumienia tego, o czym jest rozmowa, jego korona jest po prostu papierowa. 👑 📜 Może dam Wam po prostu… kontekst tego, o co mi chodzi.
Zasadniczo rozpatrujemy dzisiaj dwa scenariusze. Jeden jest mniej, drugi bardziej niebezpieczny dla ludzi biorących w nim udział.
1️⃣ Macie czasami tak, że wy w rozmowie mówicie na temat X, a macie wrażenie, że Wasz rozmówca mówi o Y? A niby używacie tego samego słowa do opisu rzeczywistości, jednak ciągle nie możecie ustalić wspólnego rozumienia tematu? Rozmowa zamiast kleić się, to eskaluje 🌋. Finał jest taki, że wszyscy rozchodzą się w nieporozumieniu i niezrozumieniu, co daleko odbiega od tego, z jakim celem obie strony zaczynały spotkanie.
2️⃣ Drugi scenariusz jest niebezpieczniejszy. Zakłada sytuacje, w której obie strony rozmawiają na dany temat i niby wszystko idzie jak z płatka. Ja wiem o czym mówię, druga osoba także wie o czym mówi. Mamy wrażenie, że świetnie się rozumiemy, jednak tak naprawdę…mamy na myśli różne rzeczy i nie mamy o tym pojęcia 🤯. Tj. Na jakimś etapie współpracy to wyjdzie i przekonamy się o różniach w pojmowaniu danej kwestii, ale jeśli nie zrobimy tego odpowiednio wcześnie, to może nas czekać katastrofa. To jest temat, który może pojawić się w pracy nad projektem, gdzie do zrealizowania mamy różne cele. Dlatego bardzo ważne jest zadbanie o wspólne rozumienie tego, żeby być na tej samej stronie, co reszta zespołu. Jeśli nasze spotkanie ma realizować jakieś założenia, to wszyscy powinni wiedzieć, po co się tak naprawdę spotkaliśmy.
Bez trudu wyobrażam sobie scenariusz, w którym umawiamy się na rozmowę. Przychodzę na nią ze swoim celem, a druga osoba też ma jakąś agendę, ale z jej perspektywy (lub mojej) będzie dążyć do czegoś zupełnie innego niż ja.
Wdzięcznym przykładem tego typu nie rozumienia tej samej rzeczy w ten sam sposób przez wszystkich zainteresowanych są firmowe wartości. Jeśli jest wśród nich „zaangażowanie” to co mamy tak naprawdę na myśli? Czy jeśli człowiek chce pracować od 8 do 16 (i ani minuty dłużej), to znaczy, że nie jest zaangażowany? A może gdy pracuje po 12 godzin, to udowadnia swoje oddanie firmowym sprawom? Każdy z nas powinien posiadać właściwe (dla danego miejsca, kontekstu i ludzi) rozumienie definicji tego słowa.
Są przynajmniej dwa powody, które sprawiają, że to co napisałem jest trudne do realizacji w dzisiejszych czasach (nie wiem czy w przeszłości było łatwiej, więc trudno tu powiedzieć, że „kiedyś to było”).
🦞 Świat jest bardzo (i z każdą dekadą bardziej) wielowymiarowy. Redefiniujemy, to co zostało zdefiniowane w przeszłości. Nadajemy starym rzeczom nowe brzmienie. Powstają niezliczone ilości nowych pojęć, pośród których musimy się poruszać i je rozumieć. A to sprawia, że żyjemy w pajęczynie definicji, które często różnią się od siebie i to powoduje trudności, o których pisałem wcześniej.
🦐 Panuje wśród nas (chociaż to się według mnie zmienia 💪) przeświadczenie o tym, że przyznanie się do niewiedzy jest oznaką słabości. Wręcz przeciwnie, bo to jest jedna z kompetencji przyszłości, w moim odczuci. Wiedzieć, że się nie wie potrafi uchronić nas przed klątwą wiedzy (sytuacja, w której wiem już tak dużo, że zamykam się na to, czego nie wiem), oraz przed tym, że będziemy chcieli za wszelką cenę obronić swoje rozumienie danej kwestii.
Sam lubię… nie wiedzieć. Pytać ludzi:
❓jak Ty rozumiesz
❓co masz na myśli
❓pokaż mi swój punkt widzenia (ok, to nie pytanie)
Może to czasami zajmuje nam czas, ale częściej chroni przed ww. Scenariuszami, których staram się unikać. Na tyle, na ile to możliwe.
Jeśli czytasz te słowa, dzięki za uwagę! Komentarze należą do Was.
Mck






