Chciałbym regularnie pisać.”
Powiedziałem do siebie w maju 2020 roku i przez kolejne tygodnie pisałem artykuły na LinkedIn. Po czwartym, który wywarł największy wpływ na moją społecznościową „bańkę”, skończyło mi się „powietrze”. Przestałem pisać.
👔JAK MASZ konto na LinkedIn, to przeczytasz je tutaj: , a jak nie masz konta to część tych artykułów znajdziesz tutaj: 🌄
Dostawałem dużo wzmacniających informacji zwrotnych od moich znajomych i „kontaktów”, jednocześnie:
1️⃣ nabierając przekonania, że całkiem nieźle mi to pisanie wychodziło;
2️⃣ rosła we mnie coraz większa irytacja, że porzuciłem tę aktywność.
W końcu doszedłem do wniosku, że chcę wrócić do pisania. Jakieś dwa miesiące temu. Od tamtego czasu mocno racjonalizowałem sobie, żeby tego nie robić:
⏰ od brak czasu na pisanie, po brak interesujących tematów – interesujących dla Was, potencjalnych czytelników. 👩💻TOTALNE WYMÓWKI, prawda? Nie, serio nie miałem na to czasu i poza samym „chceniem”, żeby pisać, nie myślałem o tym, o czym pisać.
W międzyczasie przekonałem się o tym, że nie jestem tak dobry komunikacyjnie jak mogło mi się to wydawać 😨. Lubię złożone konteksty, ale w komunikacji międzyludzkiej one nie pomagają we wspólnym zrozumieniu, wręcz przeciwnie.
Kulki zaczęły się zderzać w mojej głowie, chociaż sam jeszcze tego nie wiedziałem.
Zacząłem od podstaw, które szybko porzuciłem:
- Zacząłem wypisywać sobie potencjalne tematy do opracowania.
- Ustalałem deadline’y.
- Czytałem „branżowe” artykuły, w poszukiwaniu inspiracji.
Brakowało mi jednak wewnętrznej motywacji, żeby zacząć pisać „w tradycyjny sposób”. Stwierdziłem, że coś jest nie tak z procesem i przez brak działania, czułem się jeszcze bardziej poirytowany 😡. Przepracowałem ten temat nawet na sesji coachingowej, utwierdzając się w przekonaniu, że jest to dla mnie wartościowe zajęcie, bo:
1️⃣Lubię dzielić się tym, co mam w głowie z innymi;
2️⃣Posiadam „zasoby” (kompetencje), żeby to robić;
3️⃣Jest zgodne z moimi wartościami.
🧱Nie podjąłem jednak działania, będąc sam przez siebie zblokowany „wymówkami.” 🧱
Aż przyszedł ten tydzień, który minął pod hasłem „kontekstu.” Wpadłem na pomysł, że nagram krótki materiał video na ten jeden konkretny temat. W końcu sam wszedł na tapet, więc głupio było nie skorzystać.
👉Kontekst jest królem: https://www.facebook.com/mackopavlow/posts/10217188089161448
To, co powiedziałem w tym materiale wyrecytowałem z głowy na podstawie kilku zdań notatek. Kluczowym było… nie mówić zbyt wiele 🤫. Po którejś próbie okazało się, że przekazałem to co chciałem (w mniej więcej) 5 min i to było TO: moja srebrna kula czy inny złoty środek. Po nagraniu napisałem kilkaset słów notatek, które potem użyłem jako treść artykuły i voila, danie gotowe.
I nagle napięcie i irytacja odpuściły. 🌊
Schemat działania jest teraz bardzo „prosty”:
- „Obserwuję”, to co się dzieje dookoła mnie na przestrzeni jednego tygodnia.
- Wybieram jeden temat.
- Przez tydzień zbieram luźne myśli.
- W niedzielę nagrywam.
- W poniedziałek piszę.
- Publikacja materiałów między 20:00 a 21:00.
I chociaż to nie są treści, które śmiało publikowałbym w ramach ICAN Institute, to spełniają w 100% moją potrzebę „chciałbym regularnie pisać”. Wymagało to jednak redefinicji i zmiany podejścia.
Jednocześnie nagrywając materiały video mam okazję trenować swoje umiejętności przekazywania myśli w konkretny sposób. Wspomniałem kilka zdań wcześniej, że sam nie jestem aż tak dobry komunikacyjnie, jak mi się wydawało. W sytuacji, w której mam około 5 minut na przekazanie całego wątku:
🚤 tempo wypowiedzi musi być relatywnie dynamiczne;
🚤 jest przestrzeń tylko do jednego tematu na raz (jak mam więcej do przekazania — zrobię to w następnych odcinkach);
🚤 pracuję nad byciem bardziej konkretnym i skoncentrowanym (to nie jest proste 😃).
Finalne myśli 🧠, czyli co tak naprawdę się wydarzyło.
- Chciałem zacząć pisać, czyli przejść z punktu, w którym nie piszę do punktu, w którym piszę.
- Pomiędzy jednym, a drugim miałem dużo „napięcia”, które powstrzymywało mnie przed tym.
- Odkryłem proces na nowo: najpierw krótkie video, a potem krótki tekst. To uwolniło „napięcie.”
- Jednocześnie zdecydowałem się na mniej wymagającą formę tekstów. Daje mi ona wiele radości, bo wszędzie, gdzie uprawnione jest użycie emoji…człowiek bardziej się cieszy 🤗.
- Co tydzień trenuję moje komunikacyjne umiejętności – upraszczam złożone konteksty, tj. mam taką nadzieję.
A Was co spinało i przenieśliście napięcie, gdzie indziej? A może właśnie COŚ WAS SPINA? 😵
Dzięki za dziś i do przeczytania (prawdopodobnie) za tydzień! Mck






