Psychoterapeuta wsparciem dla menedżera

W karierze każdego menedżera przychodzi moment, który testuje granice jego kompetencji, cierpliwości i siły psychicznej. To nie są wyzwania związane z Excelem czy strategią kwartalną, ale te, które dzieją się w relacji z drugim człowiekiem. Chcę podzielić się z Tobą historią o tym, jak w obliczu jednej z najtrudniejszych rozmów w moim życiu zawodowym, sięgnąłem po wsparcie, które dla wielu może wydawać się nieoczywiste – pomoc psychoterapeuty w roli zewnętrznego konsultanta.

Punkt zapalny – gdy frustracja bierze górę

Zarządzam zespołami od lat. Przeszedłem przez komunikację kryzysową w pandemii, mediacje, trudne rozmowy o przyszłości pracowników w firmie, a nawet boksowanie się z zarządami, by zeszli ze swojej „góry ignorancji”. Myślałem, że jestem przygotowany na wiele.

Aż do momentu, gdy w moim zespole pojawiła się sytuacja, która zaczęła mnie przerastać. Jeden z pracowników wrócił do firmy po dłuższej przerwie spowodowanej problemami osobistymi. Wszedł z dużą dawką energii, ale był to raczej „pozytywizm” niż prawdziwy optymizm – fasada, która miała przekonać jego i innych, że wszystko będzie dobrze, podczas gdy w środku działo się zupełnie inaczej.

Ta energia szybko się wyczerpała. Proste zadania zaczęły się piętrzyć, terminy przeciągać, a we mnie narastała irytacja i frustracja. Z jednej strony doskonale rozumiałem, że mam do czynienia z człowiekiem, który mierzy się z prywatnym kryzysem. Zawsze staram się dostrzegać w pracowniku przede wszystkim człowieka. Z drugiej strony, jego problemy zaczynały wpływać na resztę zespołu, który jest przecież systemem naczyń połączonych. Czułem, że tracę cierpliwość, a sytuacja zaczyna mnie denerwować. Wiedziałem, że muszę działać.

Nieoczywiste rozwiązanie – wizyta u „konsultanta”

Umówiłem się na rozmowę 1 na 1, ale miałem ogromne wątpliwości. Delikatność sprawy, prywatne problemy pracownika i moje rosnące emocje sprawiały, że czułem, że mogę tego nie dźwignąć. Bałem się, że nie przeprowadzę tej rozmowy we właściwy sposób.

I wtedy, po długim namyśle, wpadłem na pomysł, który na początku sam wydał mi się absurdalny: a może by pójść z tym do psychoterapeuty? Nie po to, by „ogarnąć swoje tematy”, ale by potraktować specjalistę jak zewnętrznego, obiektywnego konsultanta. Potrzebowałem kogoś, kto nie jest uwikłany w nasze sprawy, a dodatkowo posiada ekspercką wiedzę o ludzkich mechanizmach. To było wyjście poza strefę komfortu, ale czułem, że to jedyna droga.

Jak wyglądała „konsultacja biznesowa” u psychoterapeuty?

Podczas dwóch spotkań mogłem nie tylko opisać całą sytuację, ale przede wszystkim zostać skonfrontowany z własnym postrzeganiem problemu. Psychoterapeuta zadawał dziesiątki pytań, które zmuszały mnie do weryfikacji moich założeń, oczekiwań i emocji. To nie była terapia o moim życiu, ale intensywna praca nad konkretnym przypadkiem biznesowym.

Celem było:

  • Zadbanie o człowieka – postawienie go w centrum, pomimo problemów biznesowych.
  • Zadbanie o oczekiwania obu stron – w tym także o moje własne potrzeby i granice.
  • Przygotowanie planu działania – ustalenie warunków dalszej współpracy w sposób, który będzie akceptowalny dla obu stron.

Najcenniejsze było to, że mogłem przepracować tę sytuację w sobie, zanim usiadłem do rozmowy z pracownikiem. To przygotowanie dało mi pewność siebie i poczucie kompetencji.

Konfrontacja z rzeczywistością – gdy plan bierze w łeb

Przyszedł dzień rozmowy. I tu historia mogłaby się skończyć happy endem, w którym wszystko rozwiązuje się zgodnie z planem. Ale życie pisze inne scenariusze.

Rozmowa nie poszła zgodnie z przygotowanym scenariuszem. Okazało się, że praca w firmie stała się dla tej osoby źródłem wypalenia, a prywatne problemy tylko potęgowały negatywne doświadczenia. Doszliśmy do punktu, w którym na pytanie: „Czy jest coś, co jeszcze sprawia ci satysfakcję w tej pracy?”, odpowiedź była niemożliwa.

Finał był taki, że kilka dni później pracownik złożył wypowiedzenie. Miałem po tym ogromnego „moralniaka”. Czułem się, jakbym poniósł porażkę. Dlatego znów skorzystałem ze wsparcia psychoterapeuty, tym razem po to, by poradzić sobie z własnymi emocjami po tym wydarzeniu.

Prawdziwa definicja sukcesu – co zyskałem, mimo że „straciłem”?

Z perspektywy czasu widzę to inaczej. Choć straciłem dobrego pracownika, mam głębokie poczucie, że bez tej rozmowy nasze drogi i tak by się rozeszły, ale w znacznie gorszej atmosferze – z bagażem niewypowiedzianych pretensji i wzajemnych rozczarowań. Rozmowa, choć trudna, pozwoliła nam zamknąć ten rozdział w sposób świadomy i z szacunkiem.

Najlepsi ludzie w firmach tylko bywają, a naszą rolą jako liderów jest zatrzymać ich jak najdłużej, ale też pozwolić im odejść, gdy ich droga prowadzi gdzieś indziej.

Menedżerze, jeśli chcesz zadbać o zespół, zacznij od siebie

Często mówi się, że menedżer musi być dziś trochę terapeutą. To nieprawda. Nie mamy do tego kompetencji. Jesteśmy za to często między młotem a kowadłem – między oczekiwaniami zarządu a potrzebami ludzi. Wrzucono nam na barki realizację KPI, dbanie o well-being, wspieranie w rozwoju i rozwiązywanie konfliktów. To ogromne obciążenie.

Przesłaniem tej historii jest coś więcej niż tylko sięgnięcie po nietypową pomoc. To przypomnienie, że jeśli chcesz dobrze zadbać o swój zespół, musisz najpierw zadbać o siebie. Niewiele firm inwestuje w rozwój menedżerów w obszarze pracy z ludźmi. Rzuca się nas na głęboką wodę i oczekuje, że sobie poradzimy.

Praca z ludźmi to najbardziej wymagająca rzecz we wszechświecie. Korzystanie ze wsparcia zewnętrznego konsultanta, jakim może być psychoterapeuta, to nie oznaka słabości, ale strategiczne i odpowiedzialne podejście do roli lidera. To inwestycja w siebie, która daje bezcenną perspektywę i narzędzia, by radzić sobie z najtrudniejszymi wyzwaniami. Traktowanie własnej kondycji psychicznej jako kluczowego zasobu lidera to nie koszt, ale najważniejsza inwestycja.

Dołącz do dyskusji